sobota, 23 lipca 2011

Odpoczynek po urlopie....stolik i taras

Właśnie przyjechałam do domu odrobinę odpocząć po urlopie.Tak,właśnie odpocząć i w końcu odebrać pocztę.Niestety w naszej "wiejskiej posiadłości" brak takich nowinek techniki jak internet,ba-są nawet problemy z zasięgniem sieci telefonicznej.Także teraz leżę,delektuję się ciszą(brak tłumów przebiegających dzieci) i nie muszę sprzątać naniesionego błota przez nieletnich poszukiwaczy ropuch.Wiem,że za chwilę znowu zatęsknię za bujną zielenią,mokrą trawą,kumkaniem żab i bliskością jeziora,ale teraz chłonę spokój mojego domu.Urok jeziora dostrzega również nasza labradorka uzależniona od kąpieli,nurkująca w poszukiwaniu kamieni i przez te "jeziorne"kąpiele nieustannie,straszliwie śmierdząca:)Ale co tam,jest niezmiernie szczęśliwa.



Co do nieustannego nieodpoczywania,postanowiłam siedząc na tarasie w fotelu i czytając odmóżdżającą prasę prostą zrobić coś ze stołem,który wykonany przez znajomego stolarza trochę zmarniał.Czynniki atmosferyczne(czyt.lenistwo mego męża,który nie wniósł go na zimę do domu)spowodowały liczne przebarwienia,odpryski,uszkodzenia.Jako że jestem duchem niespokojnym przeszłam od razu od pomysłu do realizacji.Sąsiedzi z ukrycia podpatrywali,a ja papierem ściernym,a w zasadzie jego kilogramami doprowadzałam stół do stanu surowego.Szkoda,że na pomysł zrobienia fotografii wpadłam dopiero po pomalowaniu blatu lakierobejcą.Postanowiłam,że blat pozostawię ciemny,a dół pomaluję na waniliowo.Wyszło tak jak chciałam i jestem z mojego stolika baaardzo dumna.Nic tak nie cieszy,jak dzieło rąk własnych.



w trakcie pracy



Strasznie się starałam żeby nie wybrudzić tarasu farbą,ale nie udało się tego uniknąć,no i zainspirowana plamami w kolorze wanilii na moim drewnianym,zielonym tarasie poszłam dalej......Chwyciłam za gruby papier,przetarłam zielone deski(zajęło mi to pół dnia) i popłynęłam:)Weszłam w stan alfa:)To prawie jak w medytacji.Byłam jak w transie i w ciągu jednego dnia przerobiłam już trochę zaniedbany taras w miłe dla oka mego miejsce.Taras jak już wspomniałam był zielony,stolik drewniany,krzesełka żółte i tak się wszystko mieszało.U siebie w sklepie miałam jeszcze komplet wiklinowych foteli,które trochę zniszyła wilgoć.Postanowiłam pomalować je pod kolor stolika.Najpierw akryl z wodą,potem sama farba na prawie suchym pędzlu i foteliki jak marzenie.Nareszcie też przydał się i ładnie komponuje wykonany przeze mnie z małą pomocą szwagra parawan.Strasznie się cieszyłam z efektów mojej pracy,ale po komentarzach sąsiadów trochę zwątpiłam.Teksty typu"taki biały taras,po co ci?brud będzie widać",albo "to tak na chwilę,nie?"...lub "wygląda jak na molo" trochę wyprowadziły mnie z zrównowagi .Mąż po powrocie z pracy docenił jednak moje starania i stwierdził,że to jedyny taki ładny taras w okolicy.
Oto efekty:

ZDJĘCIE POGLĄDOWE-MŁODY I PUSTY TARAS WIOSNĄ



PO  REWITALIZACJI.....



JAKOŚĆ KIEPSKA,ALE POD RĘKĄ MIAŁAM TYLKO KOMÓRKĘ



MOJE UPATRZONE DONICZKI W KOŃCU DOCZEKAŁY SIĘ PREMIERY:)


Pozdrawiam letnio i biegnę wyciągnąć ciasto z morelami z piekarnika.